Polonizacja uzbrojenia: sprzęt, który da się naprawić w kraju, gdy przyjdzie wojna

Polska kupuje uzbrojenie na rekordową skalę — 38 mld dolarów w 2024 roku według SIPRI. Razem przypomina, że masowy import bez części krytycznych i produkcji na licencji pogłębia zależność od zagranicznych łańcuchów dostaw, a polonizacja sprzętu musi pozostawać istotnym czynnikiem budowania potencjału armii.

Mechanik serwisuje instalacje we wnętrzu przedziału transportera opancerzonego Stryker

Wydatki wojskowe Polski wzrosły w 2024 roku o 31 procent, do 38,0 mld dolarów, co odpowiada 4,2 procent PKB — tak wynika z danych SIPRI. Za tymi pieniędzmi stoją głównie kontrakty importowe: czołgi, wyrzutnie, śmigłowce kupowane z półki w Stanach Zjednoczonych i Korei Południowej. Razem zgadza się, że armia wymaga modernizacji; spór dotyczy sposobu, w jaki te zakupy są skonstruowane — tego, ile z każdego kontraktu zostaje w krajowym przemyśle, serwisie i kompetencjach. W stanowisku ws. obronności z 2023 roku partia zapisała diagnozę, która od tamtej pory tylko zyskała na aktualności: „masowe sprowadzanie sprzętu - przy braku pokrycia zapotrzebowania na części krytyczne i z ograniczoną produkcją na licencji - tylko zwiększyło już silną zależność Polski od niepewnych łańcuchów dostaw".

Zależność kupowana razem ze sprzętem

Zakup nowoczesnego czołgu czy wyrzutni otwiera wieloletnie zobowiązanie, które ciągnie się przez cały cykl życia sprzętu: amunicję, części zamienne, przeglądy i remonty główne. Każdy z tych elementów, jeśli pozostaje za granicą, jest osobną nitką zależności. Stanowisko Razem zwraca uwagę, że „polskie możliwości remontowe, tak kluczowe dla działania nowoczesnej armii, także pozostają na zbyt niskim poziomie". W czasie pokoju objawia się to kolejkami do zagranicznych serwisów i kosztami. W czasie wojny — gdy łańcuchy dostaw pękają, a sojusznicy w pierwszej kolejności zaopatrują własne armie — sprzęt bez krajowego zaplecza staje się sprzętem jednorazowym: uszkodzona maszyna, której nie ma gdzie naprawić, wypada z walki tak samo jak zniszczona.

Dlatego partia traktuje zaplecze na równi z samymi zakupami. „Polonizacja sprzętu i wyposażenia wojskowego kupowanego za granicą musi pozostawać istotnym czynnikiem budowania potencjału SZ" — głosi stanowisko. „Istotny czynnik" oznacza tu element rachunku, który przy każdej decyzji zakupowej musi ważyć, obok parametrów bojowych i terminów dostaw. Produkcję na licencji w kraju i przenoszenie kompetencji produkcyjnych do rodzimego przemysłu opisuje się w debacie zbiorczym terminem transferu technologii — stanowisko ws. obronności mówi konkretniej: o produkcji na licencji, częściach krytycznych i możliwościach remontowych.

Serwis i remont również w razie wojny

Deklaracja programowa z 2025 roku przekłada tę logikę na regułę zakupową. W rozdziale o bezpiecznej Polsce partia zapowiada, że zakupy kluczowego sprzętu oprze przede wszystkim o polski i europejski przemysł obronny, a „przy zakupach będziemy brać pod uwagę m.in. logistykę oraz możliwości serwisu i remontu również w razie wojny" (deklaracja programowa 2025, rozdz. „Odporne społeczeństwo, bezpieczna Polska", pkt 6). Cały ciężar tej reguły spoczywa na dopisku „również w razie wojny": kryteria przetargowe budowane pod czas pokoju — cena, termin, offset liczony w miejscach pracy — pomijają scenariusz, w którym sprzęt jest eksploatowany intensywnie, uszkodzenia są masowe, a dostęp do zagranicznego producenta może być fizycznie odcięty. Wpisanie zdolności wojennego serwisu do rachunku zakupowego oznacza, że część kontraktów ułoży się inaczej: mniej ekspresowych dostaw z półki, więcej linii produkcyjnych, magazynów części i kompetencji remontowych po polskiej stronie.

Skrajny przykład odwrotnej logiki — eksportowania zdolności, których armia potrzebuje u siebie — opisujemy w tekście o trotylu z Nitro-Chemu.

Zbrojeniówka państwowa, decyzje polityczne

Większość polskiego przemysłu obronnego należy do skarbu państwa, co powinno ułatwiać planowanie — a w praktyce wystawia spółki na kadrową karuzelę. Stanowisko Razem wskazuje, że kolejne rządy ograniczały rozwój przemysłu i spowalniały jego modernizację, dlatego „konieczne jest oparcie decyzji dotyczących inwestycji i obsady personalnej spółek skarbu państwa o obiektywnie wybrane cele - a nie o czynniki polityczne". Zbrojeniówka obsadzana według partyjnego klucza nie zbuduje kompetencji, które wymagają dekady ciągłości: certyfikacji, kadr inżynierskich, relacji licencyjnych. O tym, ile miejsc pracy i krajowej produkcji potrafią wygenerować te same kontrakty, pisze serwis Razem dla gospodarki; nas interesuje tu strona wojskowa rachunku — zdolność armii do napraw i uzupełnień, gdy dostawy z zagranicy staną.

Jak Razem ustawia rachunek zakupowy

  • Zakupy kluczowego sprzętu przede wszystkim w polskim i europejskim przemyśle obronnym (deklaracja programowa 2025, pkt 6).
  • Logistyka, serwis i remont — również w razie wojny — jako element każdej decyzji zakupowej (deklaracja 2025, pkt 6).
  • Polonizacja sprzętu kupowanego za granicą jako istotny czynnik budowania potencjału Sił Zbrojnych (stanowisko ws. obronności, 2023).
  • Więcej inwestycji w polski przemysł obronny i pokrycie zapotrzebowania na części krytyczne, zamiast nieplanowanych zakupów za granicą (stanowisko 2023).
  • Obsada i inwestycje spółek zbrojeniowych skarbu państwa według obiektywnych celów, nie politycznych (stanowisko 2023).

Wspólne europejskie zamówienia, które mogą ten rachunek dodatkowo poprawić, opisujemy w tekście o wspólnych zakupach uzbrojenia, a warunki samej służby — na stronie działu wojsko i służba.

Źródła i dalsza lektura