Dwanaście lat i do widzenia. Jak Razem upomniało się o szeregowych

W 2015 roku szeregowi zawodowi byli jedyną grupą w armii zmuszaną do odejścia po dwunastu latach służby — MON przyznawał, że celem reformy było pozbawienie czterdziestu tysięcy żołnierzy praw emerytalnych. Razem stanęło wtedy po ich stronie i poparło faktyczną reprezentację pracowniczą osób służących w wojsku. Limit zniesiono w 2016 roku, system przebudowała ustawa o obronie Ojczyzny — a pytanie o głos ludzi w mundurach zostało.

Polscy żołnierze rozmawiają przy transporterze opancerzonym podczas ćwiczeń poligonowych.

15 sierpnia 2015 roku ulicami Warszawy szła defilada, którą MON reklamował hasłem „mniej historii, a więcej nowoczesności” — z kupionymi za miliardy F-16 nad głowami widzów. Tego samego dnia świeżo powstałe Razem opublikowało stanowisko o ludziach, których na defiladach pokazuje się najchętniej, a słucha najrzadziej: o szeregowych zawodowych (stanowisko Razem w sprawie szeregowych żołnierzy, 2015). Był to jeden z pierwszych dokumentów programowych partii — i do dziś pozostaje punktem odniesienia dla jej myślenia o wojsku jako miejscu pracy.

Reforma, która wypychała ludzi ze służby

Obraz z tamtego stanowiska trzeba czytać w czasie przeszłym, bo opisywał konkretny moment prawny. W wyniku reform przeprowadzonych za kadencji ministra Bogdana Klicha szeregowi — jako jedyna grupa w polskiej armii — byli zmuszani do odchodzenia ze służby po dwunastu latach, o ile nie awansowali do korpusu podoficerskiego. Razem przywoływało wprost intencję tego rozwiązania: „MON wprost przyznał, że celem reformy było pozbawienie czterdziestu tysięcy żołnierzy praw emerytalnych”. Na zwalniane etaty nie przyjmowano kolejnych szeregowych — ich miejsce zajmowali ochotnicy z Narodowych Sił Rezerwowych, co partia nazywała klasycznym outsourcingiem funkcji państwa: etatowych żołnierzy zastępowano gorzej wyszkolonymi, ale tańszymi. Drogi awansu, wbrew deklaracjom ministerstwa, były w większości zamknięte — oficerów i podoficerów było wówczas niemal dwukrotnie więcej niż szeregowych, którym mieliby wydawać rozkazy (stanowisko Razem, 2015).

W styczniu 2015 roku reprezentanci szeregowych wysłali list protestacyjny do parlamentarzystów, MON i premier Ewy Kopacz. Odpowiedzi nie dostali. Minister obrony Tomasz Siemoniak skwitował protest pytaniem: „Kto ma dzisiaj na rynku pracy kontrakt na 12 lat?” — jakby dwunastoletni kontrakt z przymusowym końcem był przywilejem, a nie pułapką. Sami żołnierze diagnozowali w liście swoją pozycję bez złudzeń: „Władza wykorzystuje fakt naszego podporządkowania oraz to, że nie mamy związków zawodowych”. Razem wezwało wtedy ministra, by zamiast szumnych parad zajął się sytuacją ekonomiczną szeregowców, i zadeklarowało: „Popieramy również działania mające na celu faktyczną reprezentację pracowniczą osób służących w wojsku”. Sformułowanie jest ostrożniejsze, niż bywa streszczane — partia poparła kierunek, w którym głos ludzi w mundurach realnie się liczy, nie ogłaszając gotowego modelu tej reprezentacji; o braku związków zawodowych mówili w cytowanym liście sami żołnierze.

Co się zmieniło od 2015 roku

Tamten konkretny mechanizm już nie działa. Dwunastoletni limit służby szeregowych zniosła nowelizacja ustawy pragmatycznej z lutego 2016 roku, podpisana przez prezydenta na początku marca — zmiana objęła ponad 30 tysięcy żołnierzy, którzy dostali możliwość służby aż do nabycia praw emerytalnych (Polska Zbrojna, 2016). Sześć lat później cały system służby przebudowała ustawa o obronie Ojczyzny z 11 marca 2022 roku (przez ELI), która zlikwidowała dawny podział na służbę stałą i kontraktową — żołnierz zawodowy pełni dziś służbę bezterminowo, a nie od kontraktu do kontraktu. Efekty widać w danych o stabilności kadr: retencja w zawodowej służbie wojskowej wyniosła w 2025 roku 94,53%, najwięcej od 2000 roku (special-ops.pl za SG WP, 2026).

Historia szeregowych z lat profesjonalizacji armii pozostaje jednak pouczająca z powodu, który wykracza poza tamte przepisy: pokazała, jak łatwo państwo-pracodawca może przeprowadzić reformę wprost wymierzoną w uprawnienia czterdziestu tysięcy własnych funkcjonariuszy, gdy ci — z racji podporządkowania i braku reprezentacji — nie mają jak stawiać oporu. Stanowisko z 2015 roku zestawiało szeregowych z pielęgniarkami: ci na dole hierarchii są traktowani tym bezwzględniej, im mniej mogą się bronić.

Aktualny głos partii

Dzisiejsze zobowiązania Razem wobec ludzi w mundurach zapisane są w deklaracji programowej z 2025 roku: „Zapewnimy polskim służbom należyte zabezpieczenia społeczne, godne warunki służby. […] Zapewnimy środki na stałe szkolenia i rozwój kompetencji, również po przejściu do rezerwy” (deklaracja programowa 2025, rozdz. „Odporne społeczeństwo, bezpieczna Polska”). Dopisek o rezerwie ma swoją wagę właśnie na tle historii szeregowych: państwo, które kiedyś wypychało ludzi po dwunastu latach z niczym, ma według Razem inwestować w ich kompetencje także wtedy, gdy zdejmą mundur. Stanowisko ws. obronności z 2023 roku dodaje do tego troskę o kapitał ludzki jako warunek każdej rozbudowy armii — wątek, który rozwijamy w tekście o obietnicy 300 tysięcy — oraz pakiet mieszkań i usług społecznych dla rodzin wojskowych, opisany w tekście o mieszkaniach AMW. Całą linię partii wobec warunków służby prowadzi dalej hub Wojsko i służba.

Źródła i dalsza lektura