Dekada z ustawą antyterrorystyczną: prognozy z 2016 roku i dane z praktyki

W czerwcu 2016 roku Razem ostrzegało przed uznaniową definicją terroryzmu, inwigilacją cudzoziemców bez sądu i prewencyjną cenzurą internetu. Dekadę później sprawozdania dla parlamentu pokazują blisko 2 mln sięgnięć po dane telekomunikacyjne rocznie, a Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał polski system inwigilacji za naruszający prawo do prywatności.

Kamera monitoringu zamontowana na ceglanej ścianie budynku.

Ustawa o działaniach antyterrorystycznych z 10 czerwca 2016 roku (tekst przez ELI) przechodziła przez parlament w tempie, które samo w sobie było komunikatem: bez obowiązkowych konsultacji publicznych, z maksymalnie skróconym vacatio legis. Rada Krajowa Razem przyjęła stanowisko przeciw tej ustawie 9 czerwca 2016 roku, jeszcze na etapie prac sejmowych (Partia Razem, „Razem przeciw ustawie antyterrorystycznej”, 2016). Po dekadzie obowiązywania przepisów można tamten dokument przeczytać jak listę prognoz — i sprawdzić każdą z nich na danych, które w międzyczasie zgromadziły instytucje kontrolne, organizacje społeczne i trybunały.

Sześć ostrzeżeń z czerwca 2016 roku

Stanowisko z 2016 roku formułowało zarzuty konkretnie. Pierwszy dotyczył samej definicji: „Projekt wprowadza bardzo szeroką i uznaniową definicję terroryzmu. Za terroryzm prokurator będzie mógł uznać na przykład znieważenie Prezydenta RP lub naruszenie nietykalności osobistej funkcjonariusza”. Drugi — cudzoziemców: „Każdy cudzoziemiec przyjeżdżający do Polski będzie mógł być inwigilowany w sieci bez żadnego nadzoru sądowego”. Trzeci — telefonów na kartę: „Służby będą miały też dostęp do danych właścicieli telefonów na kartę, którzy będą musieli się obowiązkowo zarejestrować u operatorów”. Czwarty — internetu: „Prokurator Generalny czy szef ABW będą mogli prewencyjnie ocenzurować treści w Internecie”, a rząd „zbuduje za publiczne pieniądze całą infrastrukturę do blokowania i śledzenia komunikacji w sieci”. Piąty — władzy wykonawczej: „Premier będzie mógł wprowadzić także sytuację nadzwyczajną, przypominającą stan wyjątkowy, choć dotychczas tylko Parlament miał takie uprawnienia”. Szósty wreszcie — mniejszości: „Projekt nie pozostawia złudzeń, że za terrorystę będzie można uznać z automatu wszystkich wyznawców Islamu”.

Wszystkie te cytaty pochodzą z jednego dokumentu z czerwca 2016 roku i tak trzeba je czytać: jako ówczesną ocenę projektu, sformułowaną zanim przepisy zaczęły działać.

Co pokazała praktyka

Zastrzeżenia partii nie były odosobnione. Rzecznik Praw Obywatelskich już 21 czerwca 2016 roku apelował do prezydenta o skierowanie ustawy do Trybunału Konstytucyjnego przed podpisaniem, wskazując m.in. na brak kontroli nad uprawnieniami ABW — w tym prowadzenie wykazów osób podejrzewanych i inwigilację bez sądowej weryfikacji — na nieostre przesłanki blokowania internetu i zakazów zgromadzeń oraz na obniżony standard ochrony cudzoziemców, także obywateli UE (RPO, apel do prezydenta, 2016).

Skalę zjawiska, którego ustawa antyterrorystyczna jest częścią, dokumentują sprawozdania składane parlamentowi: ze sprawozdań Ministra Sprawiedliwości dla Sejmu i Senatu wynika, że uprawnione służby sięgały po billingi i dane lokalizacyjne 1 820 630 razy w 2021 roku, 1 787 885 razy w 2022 roku i 1 825 683 razy w 2023 roku — a zapytania o dane abonenckie w ogóle nie podlegają sprawozdawczości (Fundacja Panoptykon, 2025). Panoptykon już rok po wejściu w życie bliźniaczej ustawy inwigilacyjnej ze stycznia 2016 roku oceniał w raporcie specjalnym, że nowe przepisy — wbrew wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego — nie zapewniają realnej kontroli nad pobieraniem danych przez służby, a nadzór sądowy pozostaje powierzchowny (Panoptykon, „Rok z ustawą inwigilacyjną”, 2017).

Najmocniejszy zewnętrzny werdykt przyszedł ze Strasburga. Wyrokiem z 28 maja 2024 roku w sprawie Pietrzak i Bychawska-Siniarska i inni przeciwko Polsce Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł naruszenie art. 8 Konwencji — prawa do poszanowania życia prywatnego — w trzech obszarach naraz: systemu kontroli operacyjnej pozbawionego gwarancji przed arbitralnością, retencji danych telekomunikacyjnych bez adekwatnych ograniczeń oraz przepisów ustawy antyterrorystycznej o niejawnej inwigilacji, funkcjonującej bez niezależnego nadzoru; Trybunał zwrócił też uwagę, że osoba inwigilowana nie dowiaduje się o kontroli nawet po jej zakończeniu — i nawet wtedy, gdy nie zagrażałoby to jej celowi (RPO o wyroku ETPC, 2024).

Bilans

Poniższe zestawienie prognoz z danymi jest już analizą redakcyjną, nie stanowiskiem partii. Ostrzeżenie o inwigilacji cudzoziemców bez nadzoru sądowego znalazło po ośmiu latach potwierdzenie w wyroku ETPC, który zakwestionował dokładnie ten element ustawy. Rejestr kart SIM i mechanizm blokowania treści weszły do prawa na stałe i nikt ich dotąd nie wycofał. Obawa o fasadowość nadzoru nad sięganiem po dane obywateli ma dziś podbudowę w corocznych, niemal dwumilionowych statystykach zapytań, których zasadności — jak pokazują ustalenia Panoptykonu — nikt systemowo nie weryfikuje. Trudniej zważyć prognozy dotyczące zgromadzeń czy dyskryminacji muzułmanów, bo tu praktyka nie zostawia po sobie równie policzalnych śladów.

Sedno problemu pozostało jednak takie, jak opisano je w 2016 roku: uprawnienia służb przez dekadę systematycznie rosły, a mechanizmy niezależnej kontroli nad nimi stoją w miejscu, w którym zastała je tamta ustawa.

Jak mógłby wyglądać nadzór z prawdziwymi kompetencjami, opisujemy w tekście o Zespole Audytorów, a o sądowej kontroli nad działaniami policji piszemy w tekście o sprawie Igora Stachowiaka.

Źródła i dalsza lektura